filmowaflanela blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: wroclaw

odkąd street-art wlazł na salony, modne zrobiło się:
wkleić czasem jakąś wlepkę.
w cropp town nabyć ti-szert z malunkami zbioka.

cóż. takie tam sztuczki dla wszystkich. dla wszystkich jest także ten film. jednak jak bardzo od wszystkich różny!

wyjście przez sklep z pamiątkami
to – według producenta (dystrybutor w polsce – gutek, a jakże) – pierwszy na świecie street-artowy film katastroficzny. trudno o bardziej karkołomne podsumowanie. właśnie – karkołomne. film banksy’ego łamie kręgosłupy widzom, swoim bohaterom, społecznym konwencjom, salonowym pieskom, stróżom prawa, decydentom, sklepikarkom, sprejom i markerom, jackassom nawet.

mistrzowski w bezkompromisowości, zabawny do bólu (dosłownie), histerycznie niepoprawny. co ciekawe, film opowiada prawdziwą historię francuskiego sklepikarza, który chciał poznać niepoznawalnego banksy’ego. kapitalnie.

zachwycona jestem nie w kratkę, a po całości, w plamy po farbie. żarty. nie-głupotę, lecz wyżyny miejskiej nonszalancji.

wyjście awaryjne. nie otrzymało żadnej nagrody. żadnych gwiazdek. nie napisze o nim paweł t. felis.
jakie to wspaniałe.

polecam. flanelowo. trailer na http://www.youtube.com/watch?v=9V4L8nk2Ffc

tak, tak. słowo się rzekło, jarmusch u płota! pisać trzeba, dziergnąć tekścik choć krótki, a mocny.

limity kontroli (widziałam tak zacnie przetłumaczony tytuł przez jednego wolontariusza) ograniczają. czyli pięknie jim film nazwał, bo adekwatnie i wieloznacznie, że tak od słowa wyjdę. ograniczają się w filmie i filmowo, tak autotelicznie można rzec, żeby mądrzej brzmiało.

pozbawiają swobody także widza, oferując właściwie niewiele, choć całe mnóstwo. obraz okrojony z fajerwerków, fabułę opartą na drodze i surrealistycznych spotkaniach/personach/wizualizacjach/doświadczeniach. pudełka po zapałkach, szpiegowskie informacje na maluczkich karteczkach. reżyser powiedział mi, że film trzeba obejrzeć przynajmniej dwa razy. ja mówię – 3. albo 4.

oglądać i oglądąć, bo on ani się nie kończy, ani nie zaczyna. oczywiście jest początek i koniec, nawet dość mocne, konkretne, krwiste. ale to nie o to. w drodze jarmusch jest nieustannie. jego bohater nie przystaje ani na moment. nie odzywa się właściwie. nie śpi. jest w pracy. my jesteśmy w pracy? być znaczy pracować? nie-zarobkowo. po prostu – żyjesz, znaczy – pracujesz.

wychodząc z kina masz poczucie, że na chwilę wyjeżdżasz gdzieś indziej. ale czarny bohater limitów dalej wędruje swoim szlakiem. wiecie, taki wieczny tułacz (swoją drogą – świetna legenda. polecam się zapoznać). europa. dziś europa, jutro azja, pojutrze nowy jork albo buenos aires.

tak, tak, dzieciaczki. a te kostiumy? te detale? kolory? film jest absolutnie genialny. muzyka, której nie ma. zostaje czysty dźwięk. mimika bohatera jak z gliny, jakby komiksowa, nie prawdziwa, a przy tym ordynarnie namacalna.

pogadać możemy o tem i tamtem. zachęcam.

wielkie, ogromne kraty nam się zrobiły, dziury nawet w filmowej koszuli, bo nie pisane było miesiące całe, a i te dwie notki poprzednie to też słaby szew. właściwie.

cóż zrobić, dziergać trzeba nadal, w dzierganiu nie ustawać. co na warsztacie?

american film festival. będzie cudo zza wielkiej wody, albo „cud” nawet więcej, bo ponad setka. filmowych, kulturowych, sztucznych.
stany wielkie dadzą się – mam nadzieję – poznać ze strony prawdziwej, nie w masce multipleksowej szmiry. zrzucamy kostium durnych komedyjek i taniej sensacji, wchodzimy buciorami w świat kina niezaleznego, autorskiego, produkcji dojrzałych i eksperymantalnych.

po zapoznaniu się z programem (www.americanfilmfestival) – wciąż niepełnym, bo takowy pojawi się 20.10. – zacięram rączki i kręcę się niecierpliwie. wydarzenie w kraju naszym bez precedensu, szeroko tak pokazać kino wszystkich stanów.

zachęcam każdego, komu zbrzydły hamburgery do liźnięcia kultury z wyższej półki. albo niższej nawet czy odgrzanej. ale o wybornym smaku.

zapowiada się jim jarmusch (the limits of control, ostatnia jego dziecina, to rzecz warta omówienia. w następnej odsłonie blogowej kratki) jako gość. a, wiemy doskonale, gość z niego zacny i jak jarmush w dom, to dobre kino w dom.

zapraszam. kratka. flanela. filmowa.


  • RSS