wielkie, ogromne kraty nam się zrobiły, dziury nawet w filmowej koszuli, bo nie pisane było miesiące całe, a i te dwie notki poprzednie to też słaby szew. właściwie.

cóż zrobić, dziergać trzeba nadal, w dzierganiu nie ustawać. co na warsztacie?

american film festival. będzie cudo zza wielkiej wody, albo „cud” nawet więcej, bo ponad setka. filmowych, kulturowych, sztucznych.
stany wielkie dadzą się – mam nadzieję – poznać ze strony prawdziwej, nie w masce multipleksowej szmiry. zrzucamy kostium durnych komedyjek i taniej sensacji, wchodzimy buciorami w świat kina niezaleznego, autorskiego, produkcji dojrzałych i eksperymantalnych.

po zapoznaniu się z programem (www.americanfilmfestival) – wciąż niepełnym, bo takowy pojawi się 20.10. – zacięram rączki i kręcę się niecierpliwie. wydarzenie w kraju naszym bez precedensu, szeroko tak pokazać kino wszystkich stanów.

zachęcam każdego, komu zbrzydły hamburgery do liźnięcia kultury z wyższej półki. albo niższej nawet czy odgrzanej. ale o wybornym smaku.

zapowiada się jim jarmusch (the limits of control, ostatnia jego dziecina, to rzecz warta omówienia. w następnej odsłonie blogowej kratki) jako gość. a, wiemy doskonale, gość z niego zacny i jak jarmush w dom, to dobre kino w dom.

zapraszam. kratka. flanela. filmowa.