Polak głodny, to zły. A Irlandczyk?

„Głód” jest skomplikowany. Może nie w formie czy fabule, ale w odbiorze.
Dawno nie widziałam tak dychotomicznego filmu. Bo z jednej strony stoi
historia (tak usilne zawsze podkreślanie, że kręci się na faktach),
polityka, ludzkie postawy i dramaty. Po drugiej zaś stronie mamy kino,
zmyślenie, opowiadanie historii, technikę.

Na granicy obu światów/perspektyw leży „Głód”. W wielkim, telegraficznym
skrócie recenzuję – film równie bezkompromisowy, jak postawa głównego
bohatera. Konsekwentny i uparty, jednak…

Czy to nie historia się broni? Jak rozgraniczyć opowieść/przedstawienie
od realizacji? Głód dobrego kina. W kratkę. Dosłownie.

Wspomnę tylko, że niedawno wyszło puzderko DVD z filmami zeszłorocznej
ERY. W tym „Hunger”. Polecam. enh.pl